sobota, 4 czerwca 2011

beastie boys rulez!

[youtube http://www.youtube.com/watch?v=evA-R9OS-Vo]

Beastie Boys wymiata! jak zwykle, za każdym razem masters of beat wracają pełną gębą... piwa ;)
gdy miałem czternaście lat polubiłem ten świat, świat amerykańskiego hip-hopu zbijającego z tropu, yea...
Beastie Boys old school styla pokazują młodziakom kto tu rządzi, yea... BEASTIE BOYS ladies & gentlemen!!!

czwartek, 28 października 2010

>Początek i koniec Mercury 1939-2010

>Jak już zauważyliście, to mój pierwszy wpis na tym blogu, cieszę się ale, wyjeżdżam do Was ze smutną wiadomością, dla mnie i dla wielu fanów amerykańskiej motoryzacji. Marka znana i z długą historią znika z mapy i przechodzi do lamusa.
To trzeci brand po Plymouth'ie, Oldsmobilu i Pontiacu żegnający się z motoryzacyjnym życiem. Smutne. Podobno dla Wielkiej Trójcy z Detroit to ani dobre ani złe a wynik obecnego trendu panującego na amerykańskim rynku. Śmieszne, ale prawdziwe. To odwieczna bitwa z Fordem i ofiary muszą być.

Ale zanim popłaczemy na stratą Mercurego, powspominajmy o dokonaniach a trochę ich było. Wcześni customizerzy upodobali sobie modele '39 do '40 i '49 do '51 za to że były niższe, dłuższe i bardziej eleganckie niż Ford, idealny kandydat do krojenia i cięcia. Natomiast HotRodderzy upodobali sobie silnik V8, fakt, cięższy od fordowskiej odmiany ale za to V8 Mercurego miały nieco większe komory spalania, dające większą moc już na dzień dobry.

W latach 50 i 60, a nawet w 90., Mercury miał swoje miejsce w wyścigach. Na Zachodnim Wybrzeżu, Bill Stroppe and Associates, uwarunkował sobie zawodników w swoich samochodach, dając nowe części, oraz wsparcie techniczne. Podobną rolę miał Holman Moody niefordowskim wschodnim wybrzeżu. Bud Moore zbudował wygrywający samochód Mercury dla NASCAR i SCCA Trans-Am, a Wood Bros i David Pearson dał "Królowi Richardowi Petty" na wszystkie zawody Mercury Purolator.

piątek, 20 sierpnia 2010

>Zgubne połączenie piwa i roweru

>
Niemieckie miasta mają dość rowerów piwnych. Zakaz ich poruszania się chcą wprowadzić Düsseldorf, Kolonia i Berlin.
Piwny rower musiał wymyślić piwosz-cyklista, który chciał połączyć dwie przyjemności w jednym. Pojazd przypomina mobilny bar na czterech kołach z drewnianym daszkiem. Z obu stron na stołkach przypominających siodełka siedzi od czterech do sześciu osób. Oparte o kontuar kręcą pedałami, popijają piwo i podziwiają mijaną okolicę. Ciągłą dostawę napoju zapewnia zamontowana z tyłu beczka.

Całym pojazdem steruje kierowca siedzący na siodełku z przodu, przed typową rowerową kierownicą. Jak pisze „Tagesspigel”, właśnie kierujący jest zazwyczaj jedyną trzeźwą osobą na piwnym rowerze. Reszta głośno rozmawia, krzyczy, śpiewa biesiadny repertuar, pozdrawia mijanych przechodniów i samochody.

Sam pojazd poruszający się wolno po zatłoczonych ulicach niemieckich miast powoduje korki, stłuczki, tamuje i utrudnia ruch. Nic dziwnego, że miejskie władze odbierają setki skarg od zniecierpliwionych kierowców. Już w minionym roku w Düsseldorfie zakazano ruchu piwnych rowerów, ale miasto przegrało proces w drugiej instancji.

Ratusz odwołał się do sądu najwyższego. Ostateczna decyzja ma zapaść w październiku. Czekają na nią władze m.in. Kolonii i Berlina, których kierowcy też mają dosyć piwnych rowerów.
 
Te nietypowe pojazdy mają jednak w Niemczech także rzesze entuzjastów. Na stronie internetowej www.bierbike.de można znaleźć wykaz 34 niemieckich miast, po których jeżdżą rowery, oraz ich nowe linie w Budapeszcie i Belgradzie.
 
Jest też kodeks piwnego rowerzysty z twardym postanowieniem: „Alkohol tak, ale z umiarem”. Niestety, za jego łamanie nie grożą najwyraźniej żadne kary.


Źródło: Rzeczpospolita

Spodobał Ci się ten artykuł?
Podłącz się do naszego kanału RSS , a najnowsze wpisy trafią wprost do Twojego komputera.

niedziela, 9 maja 2010

>Wyścig sensacyjnie nudny

>
Ten sezon jest tak nieprzewidywalny jak nadchodzące lato po ostrej zimie. Co tor to inny klimat. Wszyscy czekaliśmy na wyścig w Europie, w Hiszpanii na torze Catalunya z niesamowitym utęsknieniem po tak długiej przerwie, snując z nudów jak będzie tym razem. No i jak było? Dla mnie to były flaki z olejem. Nuda, przewidywalność i brak wyprzedzeń, bo walka to była na pewno. No dobra, pod koniec wyścigu sypnęło sensacją ale to z głupoty a nie po jakiejś fascynującej, długiej bitwie. Mowa tu o Hamiltonie, który oponek nie zmienił jak powinien a nie należy on zdecydowanie do "green driver'ów" w F1. Na ostatnim okrążeniu oponka w jego bolidzie przepięknie eksplodowała i Hamiltonek na bandzie wylądował. Biedaczysko.
No i co. To tyle. No może jeszcze poza faktem, że Vettel musiał jechać jak babcia emerytowana, bo facet hamulce stracił. I tu czapeczki z głów, naprawdę. Jedziesz około 300 km/h a tu inżynier mówi ci przez radio: synku, właśnie kończą ci się hamulce. Jedź powoli. Nie rozbij się. Nie jest to nam potrzebne. ... Siet! Mają poczucie humoru. I tak Sebastian Vettel z pewnego 2 miejsca, wylądował na... pewnym 3 miejscu. Koleś miał zdecydowanie dużo szczęścia, że i tak dojechał.
No dobra. Napiszę jeszcze, że lokalny pupil, Fernando Alonso, po pechu Vettela wskoczył na drugie miejsce, ku uciesze lokalnych machos i senioritas a Mark Webber jak wystartował, tak dojechał na pierwszym miejscu.

A co z Robertem Kubicą? No to, że miał naprawdę niezłe miejsce na stracie czyli 7, po przejechaniu kilkuset metrów, na 3 zakręcie starł oponkę z chyba z Nico Rosbergiem, zarzuciło nim lekko ale na tyle,że 3 miejsca stracił. No i to był gwóźdź do trumny walki Kubicy o lepszą pozycję. Przed nim jechał Adrian Sutil i przez pół wyścigu skutecznie powstrzymywał Roberta i nie dał się już wyprzedzić do końca wyścigu. To taki tor, że jedynym miejscem do wyprzedzania, skutecznym miejscem jest koniec prostej start-meta. ... NUDA.

niedziela, 18 kwietnia 2010

>Wygrana w Grand Prix Chin dla każdego

>
Grand Prix Chin ciągle nie ma stałego bywalca na najwyższym stopniu podium. Nikt nie może powiedzieć, że ten tor należy do niego i wie jak na nim wygrywać ot tak, na zawołanie. Nikt nie ma recepty na ten tor. To po części zrozumiałe. Od inauguracji na tym torze w 2004 roku, ciągle mamy jakieś zmiany "spowalniające bolidy" i "obniżające wydatki" w F1. Co roku również pojawiają się nowinki techniczne ale te z tych bezczelnych, to znaczy, zanim ktokolwiek zorientuje się o co biega lub komisarze FIA wydadzą wyrok lub zarządzenie regulujące we wszystkich teamach, jeden zespół robi sto kroków do przodu i jest już po zawodach. Tak też jest i w tym sezonie ale zespoły pilnują się i szybko nadrabiają przewagę innych.
Ale w tym wyścigu co innego stanowiło tajemnicę nie do odgadnięcia. Otóż był to DESZCZ !
Deszcze jak deszcz ale ma popadać podczas wyścigu, wszyscy dostają kociokwiku i zaczyna się panika. Jakby zapomnieli już jak się jeździ z pełnym bakiem podczas deszczu. Zmian opon to ja w życiu tyle podczas jednego GP nie widziałem. Niektórym to nawet po pięć razy było mało. I o dziwo, wychodzili na tym całkiem nieźle, w przeciwieństwie do np. takiego Roberta Kubicy, który był tylko dwa razy i przyjechał na miejscu za tymi, którzy lubili popatrzeć jak wokół nich zapieprzają zmieniacze kół. No taki Alonso Fernando to prawie na końcu i w środku stawki ciągle się bujał a skończył wyścig na czwartym miejscu. Dziwne ale fakt.
Ale jak już wspomniałem, wyścig miał nowego zwycięzce i tym razem był to Jenson Button z McLarena. Być może Lewis Hamilton zdołał by skopać tyłek Buttonowi praktycznie pod sam koniec wyścigu ale dostał burę od swojego mechanika by się trzymał z daleka od Jensona i jak tata przykazał, do mety grzecznie dojechał. I tak właśnie się stało. Choć rzucało z lewa na prawo bolidem Buttona, Hamiltonek grzecznie za nim jechał.

Tor w Chinach - Shanghai International Circuit -to jeden z najdzikszych torów jakie znam, jako widz ofkors. Niesamowicie wyprofilowane zakręty, zmuszające do technicznej jazdy i zajebiście długa prosta, ponad kilometr, dająca poczucie bezkresnej jazdy, jak na american highway. Osobiście lubię ten tor. To znaczy lubię ten tor ale nie atmosferę na tym torze. ... Ale o tym torze to morze w innym artykule napiszę.
var Type = '1';
var nk_wg = ({"image":"http:\/\/2.static.nk-net.pl\/img\/sledzik\/widgets\/b_jasne","host":"http:\/\/nasza-klasa.pl\/","content":null});

sobota, 17 kwietnia 2010

>The Fuel Magazine 2009 SlideShows

>

>Sebastian Buemi odpalił widzom dwa koła

>
Do niesamowitego zdarzenia doszło na dzisiejszym treningu na Grand Prix Chin. Otóż Sebastian Buemi z teamu Toro Rosso odpalił przednie koła i wylądował w żwirku. Sebastian wcisnął hamulce a one wyrwały się z zawieszenia. Dawno nie widziałem takiego zjawiska. Ostatni raz to dwa latka temu w bolidzie Davida Coultharda ale tu wyglądało to trochę zabawniej. To tak, jakby ktoś nacisnął button "Push the Button". Oczywiście, dobrze że nic się nie stało i nie mówię tu kierowcy, tylko o tych dwóch kołach, które siłą rozpędu poleciały aż za ogrodzenie. Jakiś tambylec znalazł je a głupie małpy papparazi od razu go fotografowali jak jakąś Paris...


Nvar Type = '1';